Bardzo chcia³bym, ¿eby to by³ wpis o tym, ¿e Gandalf daje mu popaliæ, albo o tym, ¿e Fil zrzuci³ mi komputer na pod³ogê, roztrzaskuj±c go w drobny mak. Niestety, wpis jest o tym, ¿e Fil jest chory. Lekarze wczoraj stwierdzili u niego nowotwór ko¶ci. Choroba zaatakowa³a szczêkê doln±, uszkadza j±, prowadz±c do zaniku ko¶ci. K³opot w tym, ¿e zaatakowa³a oba ³uki, jeden mo¿na ewentualnie wyci±æ. K³opot tak¿e w tym, ¿e Fil ma rozszczepienie podniebienia. K³opot i w tym, ¿e ma te¿ chore serce. A do tego wszystkiego, jest ju¿ starym kotem.
Strasznie nas to przybi³o. Choæ paradoksalnie, Fil nie wygl±da na kota, który jest ciê¿ko chory. Jest standardowo namolny, upierdliwie domaga siê dostêpu do ³azienki, kuchni i naszych r±k. Chce jednej dok³adki za drug±. To jest nasz kot-cz³owiek. Kochamy ka¿dego z naszych kotów, co do sztuki, co do ³apki, co do ¶lepia, co do k³aczka. Ka¿dy jest jako¶ wyj±tkowy. Fil te¿ ma swoj± unikalno¶æ - jest cz³owiekiem. I niech sobie ka¿dy my¶li co chce... Jest i basta.
W ka¿dym razie przed nami du¿o trudnych decyzji i... krojenie miêsa wieczorkiem. Fil sobie za¿yczy³ na kolacjê miêso, wiêc dostanie. I tak by dosta³, ale w tej sytuacji dostanie drobniej pokrojone. A co!
Chodzi³o nam to po g³owie, ³azi³o, dra¿ni³o i odwraca³o uwagê. Ile siê godzin, wieczorów przegada³o, ile s³ów napisa³o! A¿ wreszcie siê okaza³o, ¿e nie tylko nam siê Fundacji chce. I sta³o siê, sta³o! 2 marca 2010 r. by³ notariusz, zdjêcie i do-nocy-nad-papierami-siedzenie. Wszystko jak trzeba.;) Teraz tylko kciuki zaciskaæ, ogony zakrêcaæ, ¿eby s±d bez poprawek zarejestrowa³.
Nie bêdziemy czarowaæ, ¿e to by³ jaki¶ przymus, ¿e bez wyj¶cia, ¿e innej-szansy-nie-by³o. Zawsze s± inne wyj¶cia, ale tej Fundacji chcia³o nam siê straszliwie, bo do robienia dobrych, po¿ytecznych rzeczy, dobrze jest mieæ narzêdzie, którego sprawnie siê u¿ywa. Wiêc skrzyknêli¶my siê dru¿yn± i z lud¼mi, którym drogie to, co nam, zrobili¶my sobie i kotom POD JEDNYM DACHEM.:)
Jak ju¿ siê doczekamy na wpis do KRS, reszta pójdzie szybciutko. Bêdzie i adres i konto i wszystkie numerologie pañstwowe.
Pewien Tobiasz - koci imigrant z Krakowa Wy³uszczy³ Dzidce wiosnê w tych s³owach: Nie tyle wolno, co wrêcz wypada Wspólnie siê w s³oñcu pok³adaæ. I ca³y ranek legalnie j± napastowa³.
- Proszê kota! Proszê kota! Natarczywy krzyk inspicjenta wyrwa³ mnie z p³ytkiej drzemki. - No proszê kota... Przez zmru¿one oko obserwowa³em jak pochyla siê nade mn± z w¶ciek³ym grymasem. Zastanawia³em siê, czy wie, ¿e go obserwujê... Machn±³em z lekka ogonem, ¿eby pokazaæ, ¿e ju¿ nie ¶piê. - Za piêæ minut wej¶cie, piêæ minut, proszê siê szykowaæ! Wybieg³, zatrzaskuj±c za sob± drzwi. Mrrrrrr.... z b³ogo¶ci± przeci±gn±³em siê na sofie. Piêæ minut!? Pfff... Tyle to ma on na zorganizowanie tego ba³aganu i zapewnienie mi godnego wej¶cia. Niedoczekanie, jeszcze nie wchodzi³em punktualnie - jak by to wygl±da³o, gdybym nagle zacz±³ pojawiaæ siê zgodnie z rozk³adem? Trzeba siê szanowaæ!
Koñcem pazurka zaczepi³em o p³atek suszonej mysiny i chwilê przygl±da³em siê mu, kiedy tak wisia³ mi przed nosem. Nieee... nie mam dzi¶ nastroju. To takie barbarzyñskie! Strzepn±³em z obrzydzeniem miêso z ³apy i siêgn±³em do miseczki z gêst±, wiejsk± ¶mietan±. Pyyyysznaaaaa.... Tak, ¶mietana z rana, jak... ¶mietana! Ha, ha, ha - ale mi wysz³o! ¦mietana jak ¶mietana, rozumiecie? Z rana... o 18... Buhahaha... dobre, dooskona³e! Jak ta ¶mietana wyborne!
Tak siê ubawi³em, ¿e nawet nie zauwa¿y³em, kiedy wyl±dowa³em na pod³odze... Ech... Czujnie poturla³em siê jeszcze w lewo w prawo ³api±c frêdzle narzuty - ma wygl±daæ, ¿e tak mia³o byæ. Tylko tego brakuje, ¿eby kto¶ przy³apa³ mnie na upadku! Znowu ³omot do drzwi. Idê, idê. Trzy minuty po czasie. Wystarczy? No, prawie. Trzeba siê przygotowaæ. Zerkn±³em w stronê klatki, czy jeszcze ¶pi. - Wstawanko, pobudeczka, haaaloooo...
Wystarczy³o, ¿eby nerwowo poderwa³ siê i zaszamota³ - ju¿, ju¿? Jak zwykle mia³ nieprzytomne ¶lepia i zmierzwione kud³y. - Spokojnie, przyli¿ siê troszkê, oprzytomniej. Za chwilê idziemy.
Musia³em go uspokoiæ, bo potrafi³ z podekscytowania zrobiæ sobie krzywdê. Podskakiwa³, czepia³ siê prêtów, wydawa³ takie ¶mieszne gard³owe d¼wiêki. By³ pocieszny. Tak naprawdê ta klatka nie by³a do niczego potrzebna. Nie by³ agresywny, a od kiedy nauczy³em go korzystaæ z wiaderka, nie paskudzi³ po k±tach. Jednak sam wola³ tam spaæ. Kiedy go kupowa³em, nie by³ ju¿ m³ody i handlarz zarzeka³ siê, ¿e jest u³o¿ony, bezproblemowy, mi³y... Pochodzi³ z hodowli, od pokoleñ w niewoli. Nie kupi³bym z od³owu - to nieetyczne i niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo, co mu strzeli do ³ba. Poza tym, prawdê mówi±c - to by³ pocz±tek mojej kariery i tylko na niego by³o mnie staæ. To by³ koszmar. Tylko ja jeden wiem, co przeszed³em w pierwszym miesi±cu. Kiedy ju¿ przesta³ podjadaæ, paskudziæ i niszczyæ meble zosta³ problem snu. Nie spa³. Snu³ siê po pokoju jak nieszczê¶cie, wzdycha³, jêcza³, p³aka³... Nie mia³em pojêcia, co mu jest! I wtedy zdarzy³o siê co¶, co niespodziewanie przynios³o odpowied¼. Zobaczy³ za scen± klatkê z poprzedniego numeru i wparowa³ do niej z entuzjastycznym wrzaskiem. Natychmiast zasn±³.
To by³o co¶! Najpierw mocno siê poirytowa³em, bo straci³em ga¿ê za odwo³any wystêp. Jednak nie by³bym sob±, gdybym nie znalaz³ sposobu na zrekompensowanie sobie straty. Widz±c, jak mocno ¶pi (a nawet nie drgn±³ przez nastêpne 24 godziny!) postanowi³em zaryzykowaæ. Bestia in casis - to by³ mój pierwszy sukces. Nieprzebrane t³umy przychodzi³y popatrzeæ z obrzydzeniem na to nagie cia³o zwiniête w k±cie klatki. Bestia in casis - t³umy szala³y przed wej¶ciem! Wszystko skoñczy³o siê po 5 dniach, kiedy siê obudzi³ w trakcie spektaklu. Wybuch³a histeria, dopiero zdecydowana interwencja ochrony pomog³a. To by³ pocz±tek wspania³ej kariery. A nie wszyscy wierzyli, ¿e nam siê uda.
- Taaaaak, nie wszyscy... Mrukn±³em to chyba na g³os, a szelest w klatce u¶wiadomi³ mi, ¿e powinni¶my ju¿ i¶æ. Kolejny sukces przed nami. Podszed³em do drzwi uchyli³em je troszkê, ¿eby us³yszeæ zgie³k widowni. Ca³a sala mrucza³a dono¶nie. Czekali na nas. Ruszyli¶my krótkim korytarzem, ja za nim. To te¿ mój pomys³. Zwykle mistrz jest pierwszy, w³a¶ciwie drugi, po konferansjerze, ale pierwszy z wystêpuj±cych. Jednak ja lubi³em ten moment, kiedy zamiast mnie wychodzi³ on wywo³uj±c konsternacjê widzów. Musieli przecie¿ wiedzieæ, ¿e tak jest, ale zawsze byli zaskoczeni. Tak¿e i dzi¶. Wzrokiem wskaza³em obs³udze krzese³ko i jeden z nich pobieg³ na scenê, stawiaj±c je na ¶rodku. Czas na mnie. Powoli, delektuj±c siê ka¿dym krokiem wychodzê. Wybucha wrzawa. Trwam tak chwilê, ale nie pozwalam na eskalacjê. Niech zachowaj± si³y na numer.
On ju¿ siedzi na krzese³ku. Siêgam pod nie i z niewielkiej miseczki (dopiero teraz wszyscy j± zauwa¿aj±) wyci±gam wielk± pajdê chleba. Podnoszê j± na pazurku nad g³owê. Chwilê ws³uchujê siê w koncert parskniêæ, prychniêæ, miaukniêæ i innych wyrazów obrzydzenia, po czym obchodzê sto³eczek dooko³a. On wdycha powietrze niespokojnie swoim niedoskona³ym nosem, stara siê obracaæ za mn±, ale karcê go lekkim pacniêciem. Widownia szaleje. Nag³ym ruchem cofam pazur i pajda leci w dó³. £apie j± niezdarnie i po¿era tak ³apczywie, ¿e nawet niewiele okruchów spada na deski. Ca³y czas stojê za nim, ale teraz przechodzê i stajê obok. Napawam siê szaleñstwem widowni, czujê jak paruje im z futer ekscytacja, jak krzycz±, piszcz±, miaucz±, jak dr± pos³anka w strzêpy!
Bestiae dominus - skanduje publika, a ja czujê jak fala uniesienia d³awi mi gard³o, jak ¶ciska je, drapie, dra¿ni! Czujê narastaj±ce md³o¶ci - kha, kha, kha! Khhha!
- Kocur! Kocur! Kurde, Magda popatrz, znowu zrzuci³ k³aka na sofê, on to robi z³o¶liwie...
Zeskakujê na pod³ogê, wstydliw± paskudê zostawiaj±c na siedzisku... Jestem zaspany i g³odny. Patrzê na ich nogi krêc±ce siê ko³o mnie i przypominam sobie swój sen. Hmmm...
- Mrau! Podbiegam do Magdy i owijam ogon wokó³ jej kostki. Czas na kolacjê. Dzi¶ Dzieñ Kota, nale¿y nam siê danie wiêcej!
13 lutego 2010 r. Cichy K±t przesta³ byæ miejscem przyjaznym kotom. W Stowarzyszeniu zasz³y zmiany, z którymi nie mo¿emy siê zgodziæ. Niestety, nie ma czasu na prowadzenie proceduralnych sporów i zwo³ywanie kolejnych zebrañ. Koty nie maj± czasu. Ci z nas, którzy pe³nili jeszcze obowi±zki formalne w CK, zrezygnowali z nich. Zdecydowali¶my, ¿e nie mo¿emy d³u¿ej byæ wolontariuszami CK. Nowo wybrany zarz±d Stowarzyszenia wprost deklaruje, ¿e nie zamierza utrzymywaæ opieki nad kotami na poziomie, który osi±gnêli¶my przez lata wspólnej pracy dla bezdomnych kotów. Nie mo¿emy zgodziæ siê na odej¶cie od opieki nad kotami w domach tymczasowych, obni¿enie wydatków na opiekê weterynaryjn± i ¿ywienie kotów kosztem utrzymania dobrego stanu zdrowia podopiecznych, rezygnacjê z programu sterylizacji kotów wolno¿yj±cych, liberalizacjê polityki eutanazji.
Z tego powodu obecnie w ramach Stowarzyszenia nie byliby¶my w stanie zapewniæ wysokiego standardu opieki nad kotami, które pozostaj± pod nasz± opiek±.
Uwa¿amy, ¿e w Stowarzyszeniu Przyjació³ Bezpañskich Zwierz±t "Cichy K±t" zasz³y zmiany nie do przyjêcia dla osób, które przez lata pracowa³y na to, by "Cichy K±t" by³ miejscem przyjaznym dla kotów. Niestety, nasze racje przesz³y bez echa. Dlatego te¿ postanowili¶my zrezygnowaæ z cz³onkostwa w Stowarzyszeniu oraz dalszej wspó³pracy z nim. Naturaln± konsekwencj± naszego postanowienia jest przejêcie odpowiedzialno¶ci finansowej i prawnej za koty w naszych domach tymczasowych i w kociarni.
Naszym najwa¿niejszym obowi±zkiem jest w tym momencie zapewnienie najlepszych mo¿liwych warunków naszym podopiecznym. Wi±¿e siê to z konieczno¶ci± przeniesienia kotów przebywaj±cych na terenie kociarni do domów tymczasowych oraz z zapewnieniem mo¿liwo¶ci pozostania w domach tymczasowych kotom, które do tej pory tam przebywaj±.
Chcemy podziêkowaæ wszystkim, którzy przez te wszystkie lata wspierali naszych podopiecznych. Dziêki Wam przez d³ugi czas skutecznie i na najwy¿szym poziomie mogli¶my walczyæ z bezdomno¶ci± kotów oraz zapewniæ najlepsze warunki tym, które trafi³y pod nasz± opiekê. W imieniu ponad siedmiuset naszych podopiecznych, którzy do tej pory znale¼li domy, dziêkujemy Wam za lata wsparcia, nieustaj±cego zainteresowania i ¿yczliwo¶ci.
Mamy nadziejê, ¿e przez te wszystkie lata zapracowali¶my na Wasze zaufanie, które teraz tak bardzo jest nam potrzebne.
W najbli¿szych dniach zajmiemy siê formaln± organizacj± naszej dzia³alno¶ci w tej nowej, zaskakuj±cej sytuacji.
Adria - Adrianna Baranowska Barbara Horz - Barbara Horzowska Ry¶ka - Magdalena Nykiel Jose Arcadio Buendia - Jaros³aw Nykiel Myszka.xww - Joanna Komenda Majkowiec - Iwona Grosicka Starchurka - Anna Stachura Luelka - Izabela Zamorska-Wasielak Almacita - Aleksandra Bober Aassiiaa - Joanna Musia³ Grrr... - Agata Majchrzak
-----------------------------------
Znikn±³ Cichy K±t, z którym przez lata czuli¶my siê zwi±zani. Cichy K±t, w którym uda³o nam siê wypracowaæ wysoki standard opieki nad kotami, w którym koty mog³y czuæ siê bezpieczne. Cichy K±t, w którym starali¶my siê zapewniæ ka¿demu kotu choæ namiastkê domu. Znikn±³ Cichy K±t, który pokocha³am w 2002 roku, malutki azyl, którego wolontariuszom naprawdê zale¿a³o na zwierzêtach.
Nie opu¶cimy kotów, którym zapewnili¶my tymczasow± opiekê w naszym domu, a które by³y podopiecznymi Cichego K±ta. Zdecydowali¶my siê na ich adopcjê, by nie skazywaæ ich na niepewny los. W najbli¿szym czasie, wraz z grup± Przyjació³, by³ych wolontariuszy Cichego K±ta, za³o¿ymy now± organizacjê, by móc dalej dzia³aæ na rzecz zwierz±t.
Po pierwsze, Jagoda wytrwale æwiczy wymawianie "guu" i "gaa", my¶lê, ¿e ju¿ nied³ugo zawo³a GAAndalfa po imieniu ;)
Po drugie, zda³am sobie sprawê, ¿e mali ludzie potrafi± u¶miechaæ siê i ¶miaæ, zanim naucz± siê trzymaæ jakikolwiek przemiot w rêce. Czy to nie jest niesamowite?
Po trzecie, ubra³am Jagodê po raz pierwszy w sukienkê. Wygl±da³a bardzo dziewczynkowo. Zd±¿y³am nawet zrobiæ jej zdjêcie, zanim sukienka uleg³a eeee... no, ten, zabrudzeniu.
Ps. nieco przesadzi³am z tytu³em wpisu, bo tacy m³odzi to my jednak nie jeste¶my ;) ale "z obserwacji ¶wie¿ego rodzica" brzmia³o by dziwnie, nawet jak na Gagofitoo¶nych :D